Wydaje się,że gdy liście już opadną to są we właściwym miejscu,a jednak coś wciąż nie pozwala im spokojnie leżeć.To wiatr.
To on wprawia je w ruch.Pewnie niektóre wcale nie chcą ruszać się z miejsca,a on bez pytania nimi kołysze.Niekiedy jest to tak silny ruch,że wydaje się,że one nigdy się nie zatrzymają.

Czy jest ktoś lub cośco nie daje nam spokoju,nie pozwala stanąć w miejscu i odpocząć?

Pewnie są to nasze namiętności,pragnienia,potrzeby…

A co jesli wszystko już mamy,już niczego nie szukamy?czy jest to mozliwe?jeśli tak to jak nazwać taki moment,stan,uczucie?
Szczęsciem,wyrzeknięciem się walki,stagnacją czy pogodzeniem?A może w ogóle nie nazywać po prostu akceptować i doświadczać?

czekam na wasze opinie kochani,

Rozszalały liść.